Spencer trafił wczoraj późnym wieczorem do kliniki weterynaryjnej w bardzo ciężkim stanie. Nie podnosił się sam, nie jadł i ewidentnie nie miał siły… Po badaniach okazało się że guz ma już 9cm co oznacza, że w ciągu zaledwie kilku dni urósł prawie 1 cm… miąższu wątroby prawie już nie ma, wszystko wypełnia guz…

Pisiak dostał sterydy, leki i płyny jako ostatnią deskę ratunku… został na obserwacji w klinice… Niestety dziś rano nie było lepiej… nic a nic… podjełyśmy najtrudniejszą ze wszystkich decyzję a zarazem chyba najbardziej rozsądną i humanitarną…

Spencerku dziękujemy Ci że byłeś z nami te 4 tygodnie… tylko i aż… przepraszamy że tak późno do nas trafiłeś… Spencer spędził 5 lat w schronisku… bo duży i stary pies ma zerowe szanse na adopcję…

Po trafieniu pod nasze skrzydła psiak przeszedł pełną diagnostykę, dostał od razu leki przeciwbólowe na stawy, miał zapewnioną opiekę oraz rehabilitację… Ale najwazniejsze że miał prawdziwy i kochający dom… Jego opiekunka stworzyła mu idealne warunki, był głaskany, miziany, tulony i jadł to co uwielbiał… jak chciał to spał sobie w ogrodzie lub na dywanie… zaprzyjaźnił się z psią rezydentką i kotami… miał cały czas towarzystwo… nie miał żadnych ograniczeń…

Był psem idealnym… Spencer nie odszedł bezdomny i przede wszystkim nie odszedł sam… był adoptowany i był psem właścicielskim… Był naszym oczkiem w głowie… Jego ukochana opiekunka była z nim do ostatniego oddechu…

Żegnaj kochany Spencerku… już nie cierpisz… biegaj za tęczowym mostem z Pyśkiem, Zgredkiem, Zosią, Donaldem i resztą naszych kochanych pakowych psiaków…

Ciotki nigdy Cię nie zapomną…